Nie doceniliśmy ełckich włodarzy. To nie tylko mistrzowie marketingu politycznego ale również tzw. kreatywnej księgowości. Skad takie wnioski?
👉 W środę, 27 sierpnia, Rada Miasta Ełku zajmie się projektem uchwały w sprawie zaciągnięcia kredytu w Banku Gospodarstwa Krajowego na kwotę prawie 48 mln zł. To jeden z elementów planu finansowania budżetu miasta, w którym wydatki w 2025 roku mają być wyższe o ponad 68 mln zł od dochodów. Deficyt zostanie pokryty pożyczkami, a spłata części zobowiązań rozpocznie się dopiero w 2037 roku.
👉 Tak odległa perspektywa spłaty budzi pytania. Dlaczego właśnie 2037? Czy nie można było wynegocjować jeszcze korzystniejszych warunków? Wydaje się, że obecna władza cieszy się możliwością realizacji inwestycji i bieżących wydatków, ale rachunek za tę politykę pozostawia kolejnym prezydentom i przede wszystkim – mieszkańcom Ełku.
👉 Krytycy zwracają też uwagę, że środki przeznaczone formalnie na „promocję miasta” często w praktyce stają się narzędziem autopromocji rządzących. Takie działania mogą rodzić wątpliwości co do transparentności finansów i priorytetów samorządu.
👉 Ełk hucznie obchodzi swoje 600-lecia (był pretekst do nakarmienia publicznym groszem zaprzyjaźnionych mediów i innych akolitów włodarza). To też okazja do refleksji – w jakim stanie miasto zostanie przekazane kolejnym pokoleniom? Czy Tomasz Andrukiewicz będzie rządził Ełkiem do końca świata i jeden dzień dłużej? Rozumiemy, że inwestycje i wydarzenia kulturalne są potrzebne, ale warto pamiętać, że każdy kredyt trzeba będzie spłacić. I nie zrobią tego politycy, lecz mieszkańcy.
Ilustracja: przypadkowy urzędnik.
















