Późne popołudnie, rozległe lasy, podmokłe pola i człowiek, który przepadł bez śladu. Kiedy do ełckiej komendy dotarła informacja o zaginięciu 59-latka, nie było czasu na długie narady. Okoliczności wskazywały, że mężczyzna może znajdować się w niebezpieczeństwie. Ogłoszono alarm. Do akcji ruszyli policjanci, strażacy, przewodnicy psów i ratownicy z grup poszukiwawczych. W tej sprawie ważną rolę odegrała technologia, która pozwoliła zajrzeć tam, gdzie człowiekowi trudno było dotrzeć.
Alarm w ełckiej komendzie
21 października, późnym popołudniem, sprawa nabrała poważnego charakteru. Zaginął 59-letni mężczyzna, a teren, na którym należało go szukać, nie należał do łatwych. Lasy, bagna, rozległe pola i zarośla mogły skutecznie utrudnić odnalezienie człowieka, szczególnie gdy z każdą minutą malały szanse na szybkie dotarcie do niego.
Policjanci nie mogli pozwolić sobie na zwłokę. Komendant ogłosił alarm. Do działań skierowano funkcjonariuszy będących na służbie, a kolejnych wezwano do jednostki z domów.
Do poszukiwań dołączyli strażacy ochotnicy, Mazurska Grupa Poszukiwawczo-Ratownicza oraz Grupa Poszukiwawczo-Ratownicza Anikar – oddział Mazury.
Psy, drony i trudny teren
Poszukiwania wymagały skoordynowania działań wielu osób. W teren ruszyły zespoły z psami poszukiwawczymi. Do akcji skierowano również bezzałogowy statek powietrzny wyposażony w kamerę termowizyjną.
Zespół Mazurskiej Grupy Poszukiwawczo-Ratowniczej rozpoczął sprawdzanie obszaru wyznaczonego przez kierującego działaniami. Dron wzniósł się nad trudnym terenem, pozwalając ratownikom przeszukać z powietrza miejsca, do których dotarcie pieszo mogło zająć znacznie więcej czasu.
Minęło kilkanaście minut lotu, gdy operator zauważył osobę w zaroślach.
To był zaginiony 59-latek. Mężczyzna żył.
Finał w opuszczonej stodole
Informację o lokalizacji natychmiast przekazano policjantom. Funkcjonariusze ruszyli we wskazane miejsce i dotarli do mężczyzny, który znajdował się w pobliżu, w opuszczonej stodole.
Najważniejsze było to, że udało się go odnaleźć żywego. Mężczyzna potrzebował pomocy i został przewieziony do szpitala.
W tej historii nie było miejsca na przypadek ani na efektowne pościgi rodem z telewizyjnych kryminałów. Była za to szybka mobilizacja służb, współpraca policjantów i ratowników oraz sprzęt, który pozwolił sprawdzić teren z zupełnie innej perspektywy.
Dron z kamerą termowizyjną nie zastąpił ludzi. Pomógł im jednak szybciej ustalić, gdzie szukać.
W poszukiwaniach zaginionych czasem właśnie te kilkanaście minut decyduje o tym, jak kończy się cała historia.
#Ełk #Policja #Poszukiwania #Mazury #Ratownictwo #Dron
źródło: KPP Ełk, Mazurska Grupa Poszukiwawczo-Ratownicza
film: Mazurska Grupa Poszukiwawczo-Ratownicza














