Droga była pusta. Tylko czarny asfalt, zimne światła reflektorów i mgła, która kleiła się do szyb jak natrętny cień. W takich chwilach człowiek zaczyna myśleć, że jedzie tunelem bez końca, a każdy metr jest powtarzającym się snem.
Za szybą panowała cisza, która nie miała prawa zostać przerwana. A jednak. W pewnej sekundzie coś wyszło z ciemności — dwie postaci, nierealne, jakby wycięte z kart powieści o duchach. Nie było w nich żadnej logiki. Ani odblasków, ani latarki, niczego, co dałoby choć sekundę ostrzeżenia. Po prostu pojawili się tam, gdzie nikt nie powinien się znaleźć.
Reflektory złapały ich w biały krzyżyk światła. Jeden ułamek chwili, jedno spojrzenie — i było już za późno. Huk uderzenia zabrzmiał jak strzał w ciemnym zaułku. Taki, po którym w powietrzu zostaje echo, a człowiek wie, że coś właśnie się skończyło.
Jeden z mężczyzn upadł na asfalt i nie poruszył się już nigdy. Drugi jeszcze oddychał. Karetka zabrała go do szpitala, ale noc wciąż wisiała nad nim jak wyrok odroczony w czasie.
A potem pojawiły się pytania. Policja, latarki, notatniki. Dlaczego szli tą drogą? Dokąd zmierzali? Czy byli świadomi, że każdy krok był jak taniec nad przepaścią? Czy w ich żyłach płynęło coś więcej niż krew? Alkohol? Błąd? Samobójczy impuls?
Za plecami kierowcy — czterdzieści osób. Dzieci, opiekunowie, wycieczka, która miała jechać na Litwę. Niczego nie widzieli, a jednak wszyscy poczuli ciężar tego poranka. Świt w Kisielnicy nie był świtem. Był koszmarem.
🕯️ Jedna chwila w mroku. Jeden krok na drodze, na której nigdy nie powinno być pieszych. I życie, które nagle się urywa.
– Ze wstępnych ustaleń wynika, że dwaj mężczyźni szli jezdnią i zostali potrąceni przez autobus. Jeden z potrąconych zginął, drugi został przewieziony do szpitala. Autobusem jechało 40 osób. Nikomu z pasażerów nic się nie stało – powiedział mł. insp. Tomasz Krupa z Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku.
#S61 #Kisielnica #ViaBaltica #TragediaNaDrodze #Autokar 🚍🌑💔
fot. Ilustracja

















