Nikt przy zdrowych zmysłach nie kwestionuje istnienia wirusa. Tak, wirus jest i zabija. Wydaje się jednak, że zastosowane lekarstwo jest gorsze niż choroba.
Wczoraj czytałem o Szwecji. Całkiem możliwe, że nie sprawdziło się ich podejście i nie nabrali odporności zbiorowej. Ale współczynniki zachorowań i tak są na niższym poziomie niż u nas! Oni nie robili lockdownu, nie zamykali gospodarki, nie blokowali służby zdrowia pod kątem jednej choroby, uniemożliwiając diagnozowanie i leczenie innych schorzeń, które przecież nie zniknęły ze względu na Covid-19. Słowem – nie robili nic z tego, co robiliśmy my i są w tym samym albo nawet lepszym punkcie niż my, nawet jeśli chodzi o statystyki zgonów i zachorowań! My mamy w bonusie kryzys gospodarczy przed sobą, frustracje, pozamykane biznesy i gwałtowny wzrost zgonów na inne choroby niż Covid, właśnie ze względu na zafiksowanie służby zdrowia na jednym schorzeniu. Ja rozumiem seniorów i emerytów i część urzędników, którzy środki do życia czerpią z budżetu państwa. Rozumiem ludzi starszych, którzy się boją zachorować na Covid-19. Ale jeśli to dalej będzie się tak toczyło (a nie wierzę, że szczepionka cudownie rozwiąże problem, bo natura wirusów jest taka, że żeby się rozmnażać, a taki jest ich cel, to będą mutować, jeśli „zauważą”, że dotychczasowa strategia transmisji już nie działa), to nie będzie komu wpłacać do wspólnej kasy na wypłatę emerytur i na pensje urzędników, nauczycieli i służb mundurowych. Co wtedy? Dalej będziemy siedzieli w domach i stosowali DDM?
Może lepiej od razu wyzbyć się konsumpcyjnego stylu życia, wybrać żywot pustelniczy, wykopać sobie jamkę w jakimś odosobnionym, świętym miejscu (polecam Górę Prowały koło Siemiatycz), żywić się robakami i kontemplować Byt w najczystszej, nieskażonej postaci.
















