Pamiętacie obietnice obecnie rządzących o tym, że 3 miliardy PLN przekażą na onkologię zamiast na publiczna telewizję? Ja pamiętam. W sieci można sprawdzić stan realizacji tej obietnicy. Jakieś ruchy pozorowane były wykonywane, bo na początku obecny układ jeszcze się trochę krygował. Teraz idzie już „na bezczela”. Na onkologię zbiera youtuber robiąc streamy z wynajętej kawalerki, a szpitale są tak zadłużone, że nie płacą nawet zusów i biorą chwilówki! Co zaś się dzieje w odzyskanych już mediach?
– Choć przed wyborami politycy nowej większości krytykowali coroczne przekazywanie miliardów złotych z budżetu na media publiczne (tzw. rekompensaty abonamentowe), po przejęciu władzy mechanizm ten został utrzymany w ustawach budżetowych. Pieniądze te są oficjalnie przeznaczane na realizację tzw. misji publicznej. Z przyznawanych dotacji Telewizja Polska otrzymuje lwią część (np. z puli 1,5 mld zł w 2024 roku było to 1,24 mld zł, a pozostała część trafiła do radia) – tyle AI.
Co się zmieniło? Zamiast topornej (i często hejterskiej) pisowskiej propagandy, jest propaganda sukcesu rządów Wielkiego Polaka, Donalda Tuska. Przykłady? Uwolnienie Andrzeja Poczobuta z białoruskiego więzienia. Czytając Gazetę Wyborczą, która, podobnie, jak było to w latach 90-tych, kształtuje przekaz mediów publicznych, Poczobuta uwolnił sam Donald i przywitał w Białowieży. Pijar robić każdy może i wodę z mózgów odbiorców też. Fakty? Andrzeja Poczobuta uwolniła administracja Donalda Trumpa, którą jeszcze przed tym wydarzeniem Donald Tusk zaciekle krytykował.
O tym, jak to wszystko wygląda na poziomie lokalnym mogłem się przekonać na własnej skórze. Tezy, które teraz zaprezentuję mają charakter publicystyczny, ale wynikają z dość długiej i rzetelnej tzw. obserwacji uczestniczącej. Otóż do jednego z oddziałów regionalnych TVP jakimś cudem trafiła również moja skromna osoba. Nie wiem, może w ramach otwarcia i zmiany po pisowskiej Wielkiej Smucie oddział ten potrzebował nowego otwarcia i pokazania, chociażby pijarowo, jakiejś nowej perspektywy? Nikt mnie nie zatrudniał na umowę o pracę ani zlecenie, tylko na tzw. B2B. To nie zarzut, nie jestem bolszewikiem, który teraz będzie przekształcał takie umowy w umowy pracę (w mediach publicznych też pojawią się przeszkoleni inspektorzy PIP-u?). Początkowo miałem tam nawet tzw. wolną rękę. Jak to rozumiem? Chyba rolą lokalnego dziennikarza jest przyglądanie się lokalnej władzy, patrzenie jej na rękę i monitorowanie tematów, które dotyczą zwykłych ludzi? Korki, kolejki do lekarza, dziurawe ulice i chodniki – to taki dziennikarski standard. Moja „wolność” nie trwała jednak długo. Moim zdaniem, nawet takie drobiazgi i pytanie na konferencjach Andrukiewicza o niebieski mostek czy budżet obywatelski i jego niezrealizowane projekty, budziło irytację włodarza i grupy trzymającej w Ełku władzę. Gdzie tam jakiś tam Sobolewski będzie podtykał mikrofon i zadawał niewygodne pytania? Lokalne media mają być grzeczne. Jak to zrobić? Kupić je za publiczne pieniądze – co widać na przykładzie lokalnego radia, prasy i portali (wyjątek to redaktor Renata Szymaszko i miasto-gazeta.pl).
Co się dzieje? Trzymajmy się faktów. Sobolewski ląduje w gabinecie dyrektorki oddziału i słyszy, że tematy polityczne i społeczne to lepiej nie, może trzymać się lepiej kultury i pożarów. Poniał? Poniał, ala jak tu dalej pracować? Robię jeszcze materiał o smrodzie w Ełku i tu następuje splot okoliczności albo celowa zagrywka. Nie jestem paranoikiem ani zwolennikiem toorii spiskowych. Trzymajmy się faktów. Materiał o smrodzie zostaje wyemitowany w skandalicznej, zmanipulowanej formie. Zamiast stwierdzenia faktu, że śmierdzi, wychodziło z niego na to, że wręcz pachnie! Jak to zmanipulowano? Prosta sprawa – wywalono wypowiedź Dzienisiewicza i krytyczne głosy z tzw. sondy ulicznej. Nie, sondy uliczne, nie były ustawiane, pytałem ludzi i prezentowałem różne poglądy. Z tych co wyemitowano w materiale o Eko-Mazurach wynikał obraz szczęśliwości na os. Północ II, gdzie wiosną 2025 roku nic nikomu już nie śmierdziało! I taki urągający wszelkim zasadom dziennikarskiej etyki i rzetelności materiał ukazał się w telewizji podpisany moim skromnym nazwiskiem. WTF???
Co się dzieje dalej? Ludzie protestują na stronach społecznościowych tej telewizji przeciwko temu materiałowi i piszą, że jednak śmierdzi. Winny przekłamań jest wydawca? O nie, to tylko tzw. cyngiel? Winny jest Sobolewski. Dostaję z centrali pismo z propozycją rozwiązania umowy B2B na na zasadzie porozumienia stron. Czytam te porozumienie i co tam widzę? Zakaz informowania o wewnętrznych sprawach tego pierdolnika za publiczne pieniądze, których doświadczyłem. Rozumiecie? Nie podpisuję tego, dalej niby pracuje, ale nikt już moich materiałów nie chce. Ok. Obejdzie się. Mam swoje media, które, co warto podkreślić, właściwie zawiesiłem w okresie pracy w TVP, żeby nie być posądzany o nieobiektywność (np.: pozyskiwanie reklam dla Echo Ełku i przedstawianie reklamodawców w pozytywnych świetle w telewizji). Zaprzestałem wydawania gazety!!! A i tak, jakiś ważniak z politycznego nadania w telewizji przyczepił się do tego i stwierdził, że to konflikt interesów. Wiem kto to, i przyjdzie czas na opisy jego zakulisowych działań. Nie tylko w tej sprawie.
Co się dzieje dalej? Telewizja uwolniona od Sobolewskiego dostaje pieniądze z ratusza ełckiego! Tak, Andrukiewicz „daje” (oczywiście nie ze swoich, on daje zawsze publicznych) reklamy w ramach wiekopomnych obchodów 600-lecia miasta. Dzielni reporterzy lokalnej telewizji robią materiały o towarzyszących temu imprezach. Oczywiście popularny Tomek już bez przeszkód mówi przed mikrofonem to, co chce. On rządzi, daje kasę (nie swoją, publiczną rzecz jasna).
Moje imię jako dziennikarza zostało poprzez taki splot wydarzeń zniesławione (wyszedłem na manipulatora, który robi materiały o tym, że nie śmierdzi, chociaż śmierdzi). Nie uzyskałem nawet słów przeprosin. Wielokrotnie pytałem i włodarza ełckiego i lokalny oddział TVP o te okoliczności i ustosunkowanie się do nich. Nie uzyskałem odpowiedzi. Dopiero postraszenie pozwem sądowym spowodowało reakcję kierownictwa i to reakcję kuriozalną – pismo dyrektorki (pisała je chyba na kolanie). Twierdzi w nim, że będąc dziennikarzem telewizji obraziłem uczucia religijne publikując na echoelku.pl obrazek mniszki buddyjskiej pod tekstem o jej cynglach! Otóż publikując ten materiał dostałem już wypowiedzenie umowy B2B, zatem nie byłem już niczyim podwładnym, tym bardziej tej pani i towarzystwa wzajemnej adoracji wokół niej.
Na razie tyle. Jak to piszą: do tematu wrócimy.
O co chodzi ze zdjęciem-ilustracją tego tekstu? To tzw. tygodniki opinii w ełckiej bibliotece publicznej. Same lewicowe i tzw. pro-platformiane! Żadnej schizmy pisowskiej, nawet w tak łagodnej formie jak Uważam Rze, nie pisząc już o Gazecie Polskiej. Można napędzić nakład? Ile takich bibliotek i innych podobnych instytucji publicznych w całym kraju, gdzie można za publiczne środki zakupić poprawne politycznie pismo? 50 tys., 100 tys.? Jaki jest nakład tych tytułów? Właśnie. Nie mówiąc już o hojnym finansowaniu z samorządów poprzez tzw. ogłoszenia płatne, różne patusiarskie audycje z ratusza, itp. Moim zdaniem nasza demokracja jest ułomna. Tak zwane „publiczne media” to Stajnia Augiasza. Natomiast relacje na styku media-reklama-politycy to patologia wiesza niż Zondakrypto i AmberGold razem wzięte.
HOWG. Tu powinien być apel o wsparcie wolnych mediów lokalnych. Na razie daję sobie radę. Jak długo? Zobaczymy. Na pewno skorumpowanej politycznie (moim zdaniem oczywiście) telewizji, która ośmieszyła swojego własnego redaktora, nie odpuszczę. Mam klawiaturę i internet.
PS: Oczywiście tekst jest opinią autora. Opinią opartą na faktach.
#media #TVP #polityka #propaganda #Ełk #lokalneMedia #dziennikarstwo #wolnośćSłowa #pieniądzePubliczne #onkologia #zdrowie #samorząd #kulisy #bezCenzury














