Zagadnienie ełckich nagród jest fascynujące. Właściwie raz w miesiącu ktoś z wierchuszki kogoś nagradza, organizując przy tym tzw. gale. Gala polega zwykle na tym, że konferansjer (kandydat na prezydenta w kolejnych wyborach?) rozwodzi sią nad tym, jacy to wszyscy są wspaniali i wybitni. Towarzystwo Wzajemnej Adoracji obdarowuje siebie nawzajem. A to Aneta da koguta dla Tomka, a to potem Tomek odwdzięczy się lilią dla Anety. Nazwa nagrody nie ma znaczenia. Może być bocian, lilia, czerwona róża, śmierdzący bakutyl, pachnąca kocimiętka, itp… I tak to się kręci.
Ofertę wzajemnego obdarowywania można rozszerzyć. Dlaczego właściwie dwa Tomki z dwóch sąsiednich gmin nie mogą się wzajemnie dogadać? Może Tomasz z gminy Ełk da koguta Tomkowi z gminy miasto Ełk, a ten odwdzięczy się władcy obwarzanka np: lilią, albo tytułem Ełczanina Roku? Bo Tomek z gminy chyba jest Ełczaninem? Więcej, jak wieść gminna niesie marzy o stolcu lokalnego władyki nie tylko w gminie, ale teraz również w mieście. Niemożliwe? W Ełku nie takie cuda się dzieją. Ktoś niszczy groby na cmentarzu komunalnym i akurat się zacina miejski monitoring. A wszystko to się dzieje w momencie, kiedy niejaki Stonoga puszcza na fb filmiki, jak lokalny kler zabawia się ze sobą z różańcem w ręku. Czysty przypadek.
Nazwanie gminnej nagrody mianem koguta (złotego) daje asumpt niejednemu freudyście do rozważań nad fallicznością życia społecznego w ełckiej gminie. Kogut wszak to cock (po angielsku, wulgarnie również – fiut). O co chodzi z tymi kogutami? W psychoanalizie nic nie jest przypadkowe. Są też walki kogutów. Na pieniądze. W gminie ełckiej toczą się one nieustannie. Walki o pieniądze. Kto kogo zapieje, kto będzie większym fiutem, kto da się oszukać i wydymać … Psychoanalitycy to jednak sekta. Nawet w ełckim pomniku Kayki z dziećmi klęczącymi u jego kolan doszukują się symboliki seksualno-pedofilskiej.
Wróćmy do rychłych już wyborów w Ełku. Póki co nic się nie zmienia i popularny Tomek nie może startować na kolejną kadencję. Niewykluczone, że wygra jednak lobby samorządowe, tzw. doświadczeni samorządowcy, czyli tłuste koty przyspawane do stołków, od których nie chcą się dać odspawać. Peezel złoży stosowną ustawę, kierownik postraszy wojną z Rosją (nie ignorujemy zagrożenia, ale tłumaczenie wszystkiego zagrożeniem militarnym to naszym zdaniem tani chwyt populistyczny) i uśmiechnięta koalicja zrobi dobrze tzw. doświadczonym samorządowcom. W efekcie peezes utrzyma stołki, w większości gmin i miast nic się nie zmieni, bo rządzący burmistrzowie, wójtowie i prezydenci mają wszelkie karty w swoim ręku. Przede wszystkim trzymają w łapie tzw. budżety na promocję, które zwykle wykorzystują do promocji swoich osób. I wygrywają w cuglach. Tacy spryciarze.
Załóżmy jednak, że peezel takiej ustawy nie złoży i ograniczenia obecne w kandydowaniu będą obowiązywać. Kto z kim w takim razie w Ełku? Osewski vs Dzienisiewicz vs Tyszkiewicz? Krytykowanie tego ostatniego jest dla mnie trochę niezręczne, gdyż siedziałem z chłopem w jednej ławce w podstawówce i chyba się nawet kiedyś lubiliśmy. Ale nie widzę Michała w roli prezydenta miasta. Uważam, że już teraz to jest wypalony urzędnik, któremu lepiej by zrobiło gdyby wrócił do zawodu dziennikarza. Ale w mediach mało płacą (zwłaszcza lokalnych), praca niepewna, a urzędnik to wiadomo – czy się stoi czy się leży, na kierowniczym stanowisku od 8 tys. w górę się należy.
Walka o fotel włodarza Ełku pomiędzy Tyszkiewiczem a Osewskim byłaby jednak pasjonująca. Przypomnijmy, że Tyszkiewicz pracował w gminie u Osewskiego. Robił w tzw. promocji. Czy jeden na drugiego ma teraz haki? A może się dogadają? Bo kto jest konkurentem. Ireneusz Dzienisiewicz. Krytykowany, że nie jeździ autem i nie ma prawo jazdy, ciągle biega (tak, to poważny zarzut) i nigdy nic konstruktywnego w mieście nie zrobił, tylko krytykuje. Hmm … To prawie tak jak ja. Ale Dzienisiewicz w odróżnieniu od popularnego i rządzącego teraz Tomka ma rodzinę i chyba twardo jednak stąpa (albo biega) po ziemi. Ja rozumiem, że popularny Tomek tak się oddał sprawom miasta, Ełku, Ełczan, że na rodzinę czasu zabrakło. Jego życie – jego sprawa, chociaż, jeśli to ma wpływ na zarządzanie miastem to tak nie do końca. Ostatecznie nie ma żadnych wiarygodnych badań na potwierdzenie tezy, że stary kawaler nie potrafi zarządzać miastem. Wręcz przeciwnie, przez 8 lat stary kawaler zarządzał państwem (wraz z kotami). Nie wyszło to jednak temu państwu na dobre, bo pozadłużało się na potęgę i zniszczyło drobnych przedsiębiorców. A obecny włodarz nic z tym nie robi, bo jest zajęty ściganiem wrażych pisowców i ich nadużyć. W przekonaniu, że lud tego chce. Może chce, ale nie lud, tylko lobby byłych ubeków, którym Kaczyński zabrał emerytury, które teraz Donald im chyba przywrócił.
Wróćmy jednak do spraw lokalnych. A czemu w ełckich wyborach nie wystartuje Rafał Karaś, który zrobił ostatnio pisowni niezły wynik? Wieść gminna niesie, że nie za bardzo chce. To kto z pisu? Michał Tyszkiewicz? A nie, ten już był z pisu niegdyś, teraz to „samorząd z dala od polityki”. Kto by to nie był, zapewne dostanie tęgie lanie od popularnych „dobrzaków”? Powód? Hierarchia kościelna z jakiś powodów nie chce popierać lokalnego pisu, tylko stawia na Dobro Uniwersalne i popularnego Tomka. Możliwy jest scenariusz, że Tyszkiewicz wygrywa wybory i Andrukiewicz zostaje jego zastępcą i tak naprawdę – dalej rządzi. Scenariusz chyba wymarzony dla psychofanów popularnego Tomka, którzy uważają, że bez niego promenada się rozpadnie, Norwida dotknie trzęsienie ziemi, a do władzy dojdą komuniści i nihiliści. Dzienisiewicz? Zaszłości nomenklaturowe rządzące w mieście biskupim? Polityczne science fiction.
Tak czy siak, my też chcemy przyznać nagrodę. Może to być Szary Sobol. Nasz kandydat w kategorii Menadżer Tysiąclecia może być tylko jeden to szef EKO Mazur, czyli firmy zarządzającej słynnym składowiskiem odpadów. Słynnym z tego, że stworzyło (ono, bo nie „menadżerowie”) śmierdzący problem, z którym teraz bohatersko walczy wydając pierdyliard złotówek na bariery anty-odorowe i przede wszystkim na pijar. Bo wiadomo, jak się zatrudni agencję z Gdańska za tysiące plnów, to ona zrobi tak, że Ełczanie smrodu czuć nie będą. Więcej, my ten smród nawet pokochamy i będzie nam pachniał jak kocimiętka. Nie mamy wątpliwości – Szary Sobol dla Bartosza Detkiewicza. I obowiązkowa gala – w ełckim bakutylu, z Tyszkiewiczem w roli konferansjera.
adam.sobolewski@echoelku.pl
Tekst jest opinią autora














