Przeczytałem „Słodkie Sulejki” Siegfrieda Lenza. Moim zdaniem to zbiór opowiadań, który można uznać za obrazoburczy względem stereotypów dotyczących tzw. Ducha Prus, którego Hegel uznał za ucieleśnienie Ducha Dziejów i jego samorealizację.
Na początek kilka uwag natury ogólnej. Kultywowanie z niejakim pietyzmem niemieckości Mazur z perspektywy betonowego pol-patriotyzmu można uznać za działanie na szkodę państwa i narodu polskiego. Gdyż? Czy Niemcy wyzbyli się roszczeń do swojego Heimatu? Nie odnosząc się do reszty tzw. Ziem Odzyskanych można uznać, że pielęgnowanie i podkreślanie „Ostprusoików” (a to taki mój neologizm, coś jak polonica, polonicum) ma swoje uzasadnione polityką historyczną Niemiec znaczenie. Lokalne projekty upamiętniające pruską przeszłość Ełku i Mazur mogą zawsze liczyć na szczodre dofinansowanie płynące ze strony stowarzyszeń i instytucji niemieckich (polskich też, ale to inny temat). To nie jest zarzut, tylko stwierdzenie faktu. Nie mam nic przeciwko pomnikowi fotografika Alfreda Böhmera nad ełckim jeziorem, chociaż zastanawia łatwość, z jaką wiodąca w „trzeciosektorowym biznesie” jedna z ełckich fundacji pozyskuje na takie cele pieniądze. Muzeum Historyczne w Ełku również pokazuje niemieckość, pruskość Ełku i Mazur. To również nie jest zarzut, tylko działania zgodne z prawdą historyczną. Tym bardziej że Muzeum opowiada również historie Michała Kajki (piewcy polskości, który był wykorzystywany przez propagandę i politykę historyczną PRL-u) i lata Ełku już powojenne, czyli budowę socjalizmu — np: kombinatu Zakłady Mięsne.
Wracamy do Siegfrieda Lenza i jego zbioru opowiadań „Słodkie Sulejki”. Moim zdaniem to manifest lewicowca, który w krzywym zwierciadle ilustruje tzw. pruskość. Już pierwsze dwa opowiadania „Opętany Czytelnik” oraz „O fizylierach w Kulkaken” naigrawają się z militaryzmu pruskiego. Ich bohater Hamilkar Schass woli czytać niż walczyć za ojczyznę, a kiedy już trafia do wojska, to zachowuje się prawie jak dezerter. I jest to ukazane w sympatycznej formie, w niejakim ukłonie dla Schassa, który ma w głębokim poważaniu obowiązki wobec Heimatu. W kolejnych opowiadaniach jest podobnie. Autor co raz dekonstruuje stereotypy pruskiej dyscypliny oraz pruskiej pracowitości. Jego bohaterowie kradną, oszukują, kombinują, jak tu zrobić, żeby „zarobić, a się nie narobić”. W krzywym zwierciadle ukazuje również rywalizację sportową. Karol Kukułka w opowiadaniu „Szalony Szewc” w rywalizacji pływackiej doznaje nadprzyrodzonych mocy, tylko po to, żeby uwolnić się od końskiego gówna. Lenz nie ma litości dla, zdawałoby się, nietykalnych obrzędów związanych z pochówkiem zmarłych i naigrawa się z nich w opowiadaniu „Przyjemny Pochówek”. Nie inaczej jest z pojawiającą się w okolicach Sulejek (jest to prawdziwa miejscowość nieopodal Świętajna w powiecie oleckim) kolejką wąskotorowa, z której mieszkańcy nie chcą korzystać i wyskakują z niej podczas jazdy. A to przecież symbol modernizacji Mazur! Właśnie Mazur, bo Lenz pokazuje Mazury i ich mieszkańców jako byty odrębne od pruskiego nacjonalizmu. Dlaczego? Czy to prowokator, pisarz na wskroś kultywujący ideały lewicowe? Nie wiem, ale wiem, że jego wizja Mazur i ich przedwojennych mieszkańców może cieszyć polskiego czytelnika zatroskanego wzrostem nastrojów nacjonalistycznych i rewizjonistycznych w dzisiejszej Republice Federalnej Niemiec. Nie straszymy niemieckim rewizjonizmem jak Gomółka, ale apelujemy o więcej Siegfrieda Lenza w ełckiej oraz mazurskiej narracji historycznej.




















