Podlaska policja zatrzymała w okolicach Białegostoku 21-letniego obywatela Rumunii, który w busie przewoził sześciu obywateli Somalii przebywających w Polsce nielegalnie. Mężczyzna nie zatrzymał się do kontroli w gminie Narewka, a po pościgu został ujęty w Kurianach.
Kierowca próbował ominąć blokadę drogową, wpadł do rowu i uderzył w studzienkę. On i pasażerowie podjęli ucieczkę pieszo, ale szybko zostali schwytani. Migranci trafili do Straży Granicznej, a kierowcy grozi do 8 lat więzienia.
W miniony weekend w rejonie granicy z Białorusią SG zatrzymała siedmiu kurierów, a od początku roku – już 180 osób pomagających w nielegalnym przekraczaniu granicy.
……………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………….
źródło: bielsk.eu
fot. + film: podlaska policja
Las był gęsty, a droga prowadziła jakby wprost w czarną dziurę. Mercedes sprinter trząsł się na wybojach, a każdy zakręt groził, że rozrzuci pasażerów jak monety z potrząśniętej puszki.
Somalijczycy siedzieli skuleni, przyciśnięci do ścian busa. Ich oddechy były płytkie, prawie niesłyszalne, ale w środku panował zapach strachu — ostry, słodkawy, wymieszany z potem i benzyną. Kierowca co chwilę patrzył w lusterko. W błysku lamp tylnych majaczył radiowóz, a za nim drugi, trzeci.
W kabinie mercedesa rozbrzmiewał metaliczny głos GPS-u, który od dawna próbował przekonać kierowcę do skrętu w lewo. On jednak cisnął prosto, w ciemność, jakby chciał zgubić pościg samą determinacją.
W radiowozie sierżant Mazur rzucił okiem na prędkościomierz — 120, 130, 140. Syrena wyła tak, że czuł jej echo w czaszce. W jednej ręce kierownica, w drugiej mikrofon:
– Blokada na Kurianach, powtarzam, blokada na Kurianach!
Bus wypadł z zakrętu szerokim łukiem. Na chwilę wydawało się, że ucieknie. Potem zobaczyli radiowóz ustawiony w poprzek drogi, niebieskie światła tnące mrok jak ostrza.
Kierowca próbował wyminąć blokadę, zjechał w prawo. Koła zsunęły się do rowu. Uderzenie w studzienkę było nagłe i brutalne — stal zgrzytnęła o beton, powietrze wypełnił huk tłuczonego szkła.
Drzwi z tyłu otworzyły się z trzaskiem. Pasażerowie wypadli na mokrą trawę, biegli w różne strony jak stado wypłoszonych zwierząt. Jeden z nich przewrócił się, znikając w chaszczach.
Mazur poczuł przypływ adrenaliny. Wybiegł, potykając się o bryłę błota, i ruszył za najbliższym. Chłód nocy ciął po twarzy, a gałęzie uderzały w ramiona. Po kilku metrach dogonił uciekiniera, przewrócił go, przyciskając kolanem do ziemi.
Gdzieś obok rozlegały się kolejne okrzyki i szelest mundurów w ciemności. Nocne pogranicze znów połknęło swój kawałek dramatu.
……………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………




















