Z balonami na ełckim niebie słabo (pogoda nie rozpieszcza). Puszczamy wodze fantazji. Rozsiądźcie się wygodnie na kocach w parku, wyobraźcie sobie wnętrze cerkwi z ikonami, świecami i brodatym popem. Czas zanurzyć się w dostojeństwie balonowej panichidy w stylu prawosławnej modlitwy za zmarłych, ale tu — dedykowanej starym balonom, które spaliły się w płomieniu, przetarły o sosnę lub przepadły w jeziorze z godnością i sykiem zaworu. Również temu balonowi z 2011 roku, który nigdzie nie poleciał. Dlaczego?
Ton poważny, chóralny, pełen kadzidła (propanowego), gęstego dymu i ikon przedstawiających Świętego Wentylatora.
Панихида Воздушного Шара
(Panichida za Balon Powietrzny)
czyli nabożne wspomnienie o tych, co wznieśli się zbyt blisko słońca
Kapłan (intonacja niska i wibrująca):
Błogosławiony niech będzie Pan Podnośnik Wysokości,
który unosi siatkę nylonu ponad dolinę cienia.
Chór (poważnie, z uczuciem):
Vechnaja pamjat…
Wieczna pamięć dla balonu, co zgasł nad trzcinami!
Kapłan:
Wspomnijmy dziś braci naszych i czasze ich lekkie,
które podziurawił sosnowy konar zdradliwy,
albo które zbyt śmiało wzbiły się podczas burzowej wigilii.
Chór:
Vechnaja pamjat…
Dla balonu w barwach tęczy, który nie powrócił.
Kapłan:
O Panie Płomienia i Wentylatora,
wysłuchaj naszych świszczących lamentów.
Zechciej przyjąć do niebieskich hangarów
tych, co spłonęli w chwale.
Chór (z uczuciem):
Upokoj, Gospodi, dušu šara vozdushnogo…
Uspokój, Panie, duszę balonu powietrznego…
Kapłan:
Niech aniołowie termiki zaniosą ich na skrzydłach wiatru,
gdzie zawsze ciepły front i nigdy nie zacięty zawór.
Chór (szeptem):
Aleluja… aleluja… aleluja…
Kapłan (ciszej):
A tym, co pozostali na ziemi — daj pompki ręczne,
gaz tani i pogodne niebo do końca sezonu.
Chór:
Vechnaja pamjat…
Wieczna pamięć balonom, które pękły w glorii…
Komentarz: Tekst nie ma na celu parodiowania wschodniego obrządku chrześcijańskiego, którego autor jest wielkim miłośnikiem.
fot. ilustracja
















