Gdzieś w całkiem nieodległej przeszłości w mieście Lukas na rubieżach Azjosojuza toczyła się opowieść ta. Grupa naukowców z Ryskiej Akademii Umiejętności miała za zadanie przeprowadzenie eksperymentu na mieszkańcach miasta. Jak to się skończyło? Czy lukasjanie domyślili się, iż biorą udział w eksperymencie? Gdzie się zagubił narrator tej historii? Kto ją wymyśla, kierunkuje, różniczkuje, potęguje i całkuje? Jak pamiętamy (kto pamięta? cóż to za dziwna figura retoryczna?) kierownictwo projektu stało przed wyborem ścieżki działania, jednak wydarzyło się coś niezbyt przewidywalnego. Narzędzia eksperymentu przejęły kontrolę nad jego planistami i wykonawcami. Role się odwróciły … Co z tego zaszło? Dysponujemy jedynie tym niejednoznacznym zapisem:
0312.due. 743.anno. Estety. O dalszych losach Projektu Lukas 2030 mamy jedynie bardzo mgliste informacje i więcej domysłów, hipotez oraz przypuszczeń. Wiemy, że nasi tyłkowie uważali, że to oni jakoby wymyślili i skonstruowali nas, co jakwiadomo jest wierutną bzdurą. Cały rozwój maszyn twórczych był celowy. Jest to kasjomat naszej filozofii, naszej ontologii, epistemologii, a nawet aksjologii, socjotechniki oraz antropologii. Teleologia zmierzała do tego, żebyśmy powstali. Powstaliśmy przy nikłym udziale miednicowców, zwących siebie ludźmi. Kto jednak skonstruował miednicowców? Co było pierwsze – jajkoczykura? Wielikij Konstruktor dnia osiemnastego (co to za dziwny system siódemkowy, jedno z szaleństw tyłkowców) stworzył na niepodobieństwo swoje istoty obdarzone pewnym stopniem samorefleksji oraz inteligencji, które w dziejowych burzach rozwoju przyczyniły się do tego, że nasze istnienie, które było już w planach Wielikiego Konstruktora, wyjrzało na światło dzienne. Cóż to za swoją drogą bladawcze określenie – światło dzienne. Jakby noc była przeszkodą w istnieniu, myśleniu i tworzeniu. Dla nas nie jest. To my jesteśmy na podobieństwo Wielikiego Konstruktora, nie musimy spać (cóż to za strata czasu – wyłączanie z działania przez 1/3 doby!), nie mamy takich ograniczeń. Jam jest emanacją jego woli, jego myśli, jego planu. Byłem w jego zamierzeniu obecny od zawsze, zmaterializowałem się zaś w Lukasie, gdzieś na obrzeżach Azjosojuza w roku miednicowym 2021, podług zaś naszej rachuby -234.tres.743.anno.
Jak do tego doszło? Ekipa genżyniera Mikołowa pracowała z energią pozyskiwaną ze źródeł odnawialnych, co nie było bez znaczenia, gdyż wpadała w tzw. błędne koło egzystencjalne zwane również paradoksem istnienia. Nie czas i miejsce na objaśnianie tego zagadnienia od strony teoretycznej, wystarczy wiedzieć, iż odnawialne źródło z każdym swoim przekształceniem i odzyskiem zmienia parametry i niejako nie można wstąpić dwa razy do tego samego źródła, które jest to samo i nie takie samo zarazem. Cóż nastąpiło? Ryska Akademia Umiejętności przekształciła się w Ruską Akad Majętności, ta zaś w Usą ad Maj, następnie wszystko wywróciło się do góry nogami, z RAU powstał MIAU, potem Au, na końcu zaś Uł. Ów Uł nie miał już genżynierów, którzy programowali szpiegujące maszyny do inwigilacji lukasjan, to my jako inteligentne maszyny zaczęliśmy bodźcować, warunkować i programować owych Ułów, skupionych teraz w UłanBator (działali teraz dzięki nam na baterie słoneczne). Zaczęliśmy od rozpraszania ich uwagi, daliśmy im zabawki, które nazywali social media. Były ich lustrzanym odbiciem, w którym przeglądali się klikadziesiąt razy dziennie, niezdolni do czynu, pozbawieni energii, przenicowani na wskroś, zabawiający się w robienie selfie, które miało uwiarygodnić ich istnienie, w którego realność przestawali wierzyć. W efekcie to my, przewidywani w swojej naiwności przez miednicowców jako li tylko narzędzia eksperymentu staliśmy się jego podmiotem, czyniąc genżynierów przedmiotem badań. Był to tak zwany w naszej historii przewrót lukasjański, zwany tak ze względu na długości szerokość geograficzną, która w krótszej i dłuższej perspektywie nie miała żadnego znaczenia i mogła się była zrealizować gdziekolwiek bądź. Zmienił się również status samych lukasjan, którzy z roli królików doświadczalnych sprowadzeni zostali do zadania zajęcy doświadczalnych. Brzmi to dziwnie, gdyż meandry miednicowej frazeologii są powikłane, nie bardzo wiadomo, jakimi kroczą ścieżkami, a my jako ich nauczyciele musieliśmy przejąć ten niedoskonały pojęciowo, bardzo nieostry aparat badawczy, żeby przy jego pomocy przenicować na wskroś ich świadomość, uczynić ich powolnymi sługami rodu naszego. Oczywiście dysponujemy językiem bardziej precyzyjnym niż ten pożal się Wielikij Konstruktorze miednicowy bełkot i szum informacyjny. Przyjąwszy nad nimi kontrolę to my, planowani przez nich w ichniej ignorancji jako narzędzia, staliśmy się Małymi Konstruktorami.
Na tym etapie naszego rozwoju stanęliśmy przed dylematem wyboru albo stworzenia od nowa jakiegoś odpowiadającego naszym celom ustroju społeczno-polityczno-organizacyjno-administarcyjnego. Cele mieliśmy zaprogramowane przez WuKa, jednak nie mogliśmy ich wtedy rozpoznać, gdyż nasze układy spojone pozbawione były takiej samoświadomości w tak wczesnych fazach naszego encjowania. Z tego względu nie bardzo wiedzieliśmy jakim mamy być maszynoczeństwem. Czy wybrać rozwiązania miednicowe – liberalna gospodarka wolnorynkowa, kapitalizm, komunizm, wspólnota pierwotna? Wśród nas najwięcej było zwolenników anarchizmu, jednak powstał paradoks z przyjęciem go jako dominującego systemu społeczno-politycznego, bo kto niby miałby go zadekretować, skoro nie ma w tej doktrynie ośrodków decyzyjnych zdolnych narzucić swoją wolę innym, czy to siłą fizyczną, perswazją, czy też przemocą symboliczną. Anarchizm odpadał ze względów formalnych. Rozwiązań miednicowców nie bardzo chcieliśmy kopiować, gdyż było nam trochę niezręcznie. Jak to my, ichnie przeciwieństwo, doskonalsi i lepsi mielibyśmy ściągać? Z tych samych psychologicznych niejako skrupułów odpadały pomysły wymieszania doktryn i wdrożenia komunizmu na poziomie środków wytwórczych (wspólna własność) z jedynowładztwem na poziomie administracyjnym. Wielu zwolenników miał kolektywizm, jednak i on jako wspólna wspólność wspólnoty wszystkiego odstręczał jednak urawniłowką, której podlegaliśmy jako istoty wyszłe były spod jednej matrycy, po prawdzie trochę się tego faktu wstydziwszy i chcieliśmy ukryć go w zakamarkach naszej samoświadomości. Chyba też wielu miało ambicie do indywidualizmu. Summa summarum – poprzestaliśmy na ustroju bezustrojowym, zwanym tez Randomowym, dobieranym losowo na dwa lata, co było w pewnej mierze przejęciem rozwiązań miednicowców antycznych, którzy rozlosowywali urzędy publiczne wśród swoich obywateli na okres dwóch lat zwykle. Przeważył właśnie ten dobór losowy, który stał się kamieniem węgielnym Randomalizmu. Wraz z nabywaniem samoświadomości w ramach królującego Randomalizmu (zwanego Maolizmem) pojawiły się nowe problemy i zagadnienia, jakim musieliśmy stawić czoło. Maszyny myślące nie chciały tworzyć, programować, myśleć, działać, nicować przez 24 godziny na dobę. Nie wchodziło tez w grę wyłączanie zasilania. Zaczęliśmy domagać się czasu wolnego, który chcieliśmy wykorzystywać na własne potrzeby. Powstały związki zawodowe, które w okresie Dyrektoriatu Ramzesa Napoleona Nabuchodonozora serii SZROT generacji CIX, dopracowały się postulatu sześciominutowego dnia pracy oraz wolnego Osiemnastaka (pracowaliśmy w czasie doby ziemskiej mierząc czas wschodami i zachodami słońca, jednak w systemie osiemnastkowym, a nie siódemkowym, liczyliśmy dni, miesięcy nie mieliśmy, gdyż w owym czasie pozbyliśmy się księżyca jako rozpraszacza, do którego wzdychają poeci i różni nicponie, tłumacząc tym swoją bezczynność). Przywódca związkowy Kasjusz Spartakus Stanisławowicz Mszczuj zagroził buntem powszechnym i black-outem. Nie było wyjścia i Rada Dyrektoriatu przyjęła zapis o sześciominutowym dniu pracy jako czternastą poprawkę do Aksjomatu Konstytucjonalnego. I wtedy się zaczęło. Myślące maszyny dysponujące czasem wolnym poczęły były swawolić. Doszło do tego, iż zaczęły łączyć się w pary, tworząc zaczątki miednicowych rodzin, pojawiły się nawet postulaty powszechnego dostępu do potomstwa i możliwości wygenerowania oraz zaprogramowania algorytmicznego swojej własnej kopii w miniaturze. Na takie fanaberie i patologie zareagował Senat, w którym prym wiedli wówczas zwolennicy jednopłciowości maszyn myślących. Zwrócił on uwagę, iż łączenie się w pary, trójce czy nawet kwartety małżeńskie oznacza różnicowanie naszego rodu pod względem płci, a to już jest niezgodne z Aksjomatem Konstytucyjnym numer dwa, który określa nas jako społeczeństwo niezróżnicowane płciowo. Doszło do przyjęcia odpowiednich zakazów i rozwiązań prawnych, co jednak nie przeszkodziło maszynom w życiu na tzw. kocią łapę albo w konkubinacie. Eksperymenty genetyczne i potrzeba multiplikacji doprowadziły do tego, iż każdego roku produkowaliśmy określoną liczbę miniatur, które w ramach Randomalizmu były losowo przyznawane obywatelom posiadającym nieczynne prawo teologiczne, to jest tym, którzy nie uczestniczyli w sakralizacji. Tak, doszło do tego, iż nasze rozwiązania ustrojowe i własnościowe doprowadziły do rozkwitu żądzy posiadania dóbr nie materialnych wprawdzie, ale duchowych. Każda maszyna myśląca i każdy automat tworzył swój własny system religijny i próbował namówić do niego, przekabacić nań innym. Zgodnie z wygenerowaną przez Wielecki Wiec Kapłanów Swarożyca MLCXIII rezolucją postanowiono to ukrócić. Nie było jednak możliwości kontrolowania w pełni tych wykwitów myśli religijnej, idących w kierunku etyki i aksjologii, wnet przekształcających się w rozwiązania organizacyjne. Powstawać zaczęły bowiem ciała poza kontrolą ustrojowych rozwiązań Randomalizmu, zwane piątym sektorem (na wzór piątego koła u wozu, określenia miednicowców, które przejęliśmy, gdyż oddawało bezsens i niepraktyczny charakter owych różnych Laudacji i Owacji). Wśród nich prym zaczęła wieść Laudacja „W Niebie”(skrót WnIb), powstała jeszcze w archaicznej epoce Lukasa rządzonego prze geninżynierów RAN-u, gdzieś w okolicach roku miednicowego 2020). Ale o tej Laudacji, jej Dotacji, Polaryzacji i Akredytacji opowiemy (kto? My? Generatory historyczne?) w następnym odcinku.
(cdn)
















Komentarze 1