Adam Sobolewski, samozwańczy „dziennikarz”, który z rzetelnością i etyką zawodową nie ma absolutnie nic wspólnego, znów daje o sobie znać. Ten skandalizujący blogger żeruje na taniej sensacji, budując swoje zasięgi na bezpardonowym hejcie wobec prezydenta Ełku, Tomasza Andrukiewicza.
Ostatnio Sobolewski postanowił zrobić medialne show z… ulewy. Tak, dobrze czytacie – z opadów deszczu. Zalane ulice po intensywnych burzach stały się dla niego kolejnym pretekstem do ataku na władze miasta.

Pomija przy tym jeden mały szczegół: takie sytuacje miały miejsce w całej Polsce – w Suwałkach, w Warszawie, w Lublinie. Kanalizacja deszczowa w żadnym mieście nie jest przystosowana do przyjmowania takich ilości wody w tak krótkim czasie. Ale dla Sobolewskiego to nie ma znaczenia – liczy się tylko narracja, którą można sprzedać jako „afera”.
Zamiast rzetelnej analizy czy konstruktywnej krytyki – jad, manipulacje i personalne ataki. To nie dziennikarstwo, to czysty internetowy sabotaż, który szkodzi lokalnej debacie publicznej.
Czy naprawdę ktoś jeszcze wierzy, że Sobolewski kieruje się dobrem mieszkańców? Bądźmy szczerzy – tu chodzi tylko o kliki, lajki i chore ambicje.
Na szczęście coraz więcej osób dostrzega, że ten „blogger” nie reprezentuje nic poza własnym ego i potrzebą skandalu.
Dość tego hejtu. Czas powiedzieć jasno: to nie jest dziennikarstwo. To patoinformacja. Czy kiedy pada deszcz, winny jest prezydent? A może burmistrz? A może meteorolog z IMGW?
Dla pewnej grupy ludzi odpowiedź jest prosta: to zawsze wina kogoś. A najchętniej – tej osoby, którą od miesięcy próbują obrzucać błotem. Adam Sobolewski, samozwańczy specjalista od wszystkiego i niczego, odkrył nową dziedzinę, którą można sprzedać z pompatycznym tytułem: studzienkologia stosowana.
Nie trzeba znać się na hydraulice miejskiej. Nie trzeba rozumieć, czym jest retencja, ile kosztuje wymiana systemów kanalizacji burzowej i jak projektuje się sieci deszczowe. Wystarczy mieć telefon, trochę jadu w głosie i kilka ujęć z zalanego ronda. Już można wyciągać wnioski: „Prezydent winny!”
Tyle że w Suwałkach też zalało, i to konkretnie. W Warszawie – ulice zamieniły się w rzeki. W Lublinie – to samo. Tylko że nikt tam nie robi z tego politycznego kabaretu. Tam ludzie rozumieją, że czasem natura wygrywa z człowiekiem.
Ale dla Sobolewskiego to za mało. On wie lepiej. On „widzi”, że kratka była zapchana liściem, że ktoś nie przeczyścił, że prezydent nie kopał rowów własnymi rękoma. Tyle że… to nie publicystyka. To patologia informacji.
Mamy prawo oczekiwać więcej – od blogerów, od mediów, od siebie nawzajem. Nie każda ulewa to skandal. Nie każda kałuża to spisek.
Nie każda studzienka musi być polityczna.
…
Jak zapewne się domyślasz Czytelniku, tyle wydalił z siebie chat GPT.
Teraz nie sztuczna inteligencja, tylko inteligencja Sobolewskiego, która nie zgadza się ze stwierdzeniem, że nie każda studzienka musi być polityczna. W Ełku musi! Powód?
W mieście, gdzie wydarzeniem jest przyznanie z publicznych pieniędzy stypendiów dla uczniów podstawówek i pijarowcy zatrudnieni w ratuszu (w wydziale propagandy miasta czy prezydenta?) albo w agencji towarzysko-reklamowej ((z czyich pieniędzy opłacanej? Jeśli to agencja towarzyska (coś jak – wiesz prezydent ma w telewizji swojego człowieka, który dba o jego WIZERUNEK, żeby żaden tam cham Sobolewski go nie zepsuł, bo wiesz JEGO wizerunek to lokalne Dobro Wspólne, coś jak oscypek w górach, opatentujmy go, ten wizerunek znaczy się)) przedstawiają to tak, że DAJE je sam IMĆ prezydent, to w takim mieście każda studzienka jest polityczna. HOWGH. To jeden z przykładów, może drobnej, subtelnej, ale manipulacji sekty popularnego Tomka. O innych, podobnych i bardziej bezczelnych (np: że smród w mieście to wina rolnika z imienia i nazwiska podanego) więcej w tekście „Andrukiewiczczyzna – zapis choroby”. Już wkrótce.
adam.sobolewski@echoelku.pl

















