Tragiczny wypadek na jeziorze Mamry. Nie żyje 45-letni mężczyzna
Środa, 6 sierpnia. Jeszcze o 15:30 jezioro Mamry było jak z pocztówki — szmaragdowa tafla, promienie sierpniowego słońca i odgłosy śmiechu niosące się znad brzegu. Dzień jak z katalogu wakacyjnych marzeń. Kilka minut później rozległ się pierwszy krzyk.
15:38. Operator numeru alarmowego 112 odbiera wezwanie: nieprzytomny mężczyzna wyciągnięty z wody. W tle słychać krzyki, płacz, szum fal. Potem sygnały radiowe. Akcja rusza natychmiast. Na pełnym gazie.
Z bazy MOPR w Ruskiej Wsi wypływa R-4 — szybka, wyszkolona załoga. Zaledwie kilka minut później dołącza R-8 z pobliskiego Skłodowa. Na wodzie nie ma już czasu na pytania. Jest tylko działanie.
Ciało mężczyzny unosi się na powierzchni. Obok – przewrócony skuter wodny. Mężczyzna nie oddycha. Ratownicy rzucają się do resuscytacji, na zmianę z jednostkami straży pożarnej. Walka trwa długo. Bardzo długo.
Śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego wisi nad jeziorem jak jastrząb — czujny, gotowy do lądowania. Zespół medyczny przejmuje reanimację. Na brzegu stoją turyści, w ciszy. Ktoś trzyma w rękach dziecięcy ręcznik. Ktoś inny nagrywa. Wiatr niesie dźwięki komend ratowników.
W końcu – cisza.
45-letni mężczyzna nie przeżył.
Doświadczenie, kapok i uprawnienia. To nie wystarczyło
Był doświadczonym użytkownikiem skutera wodnego. Miał wszystko: uprawnienia, sprzęt, kapok. A mimo to, coś poszło nie tak.
— Skuter był sprawny — mówi później jeden z ratowników, nieoficjalnie. — To nie wyglądało na brawurę. Bardziej na coś nagłego. Może problem zdrowotny. Może uderzenie. Może coś jeszcze innego.
Świadkowie, którzy wyciągnęli mężczyznę z wody, byli szybcy. Współpracowali z ratownikami. Ale czas… czas był nieubłagany.
Policja z Węgorzewa prowadzi dochodzenie pod nadzorem prokuratora. Weryfikowane są wszystkie tropy: logi GPS skutera, monitoring z marin, relacje świadków. Nie ma jeszcze jednej odpowiedzi. Tylko pytania i pustka na brzegu.
Jezioro nie wybacza błędów. Nawet tych, których nie widać
Mazury to nie tylko kraina tysiąca jezior. To także kraina złudnego bezpieczeństwa. Gdy wiatr cichnie, a słońce oświetla pokład — nikt nie myśli o tym, że wystarczy moment. Sekunda nieuwagi. Zasłabnięcie. Uderzenie w falę. Awaria ciała, nie maszyny.
Ten dzień miał być kolejną spokojną środą. Zakończył się policyjnym taśmami, raportem medycznym i ciszą, którą trudno opisać.
Na wodzie, w miejscu zdarzenia, ktoś dzień później położył pojedynczy wieniec z białych kwiatów.
Mamry milczą.
źródło + fot: MOPR Giżycko + KPP Węgorzewo



















