Wypadek i co dalej? Tak mogło być …
Rozdział I — W oknie
Komisarz Krawiec nie lubił prowincji. Nie lubił tego, jak asfalt stawał się tu błotem, a świadkowie zamieniali się w sąsiadów, którzy wiedzą wszystko, ale nie mówią nic. Nie lubił też, kiedy kazano mu jechać 40 kilometrów tylko po to, by „ogarnąć pijanego kierowcę”. Ale kiedy usłyszał, że kierowca wyskoczył z pierwszego piętra i prawie pobił się z krzakami, zanim padł jak długi, coś go tknęło.
To nie był zwykły przypadek.
– Ile miał? – spytał, wchodząc do izby zatrzymań.
– Prawie trzy promile – odpowiedziała dyżurna. – Ale mówi składnie.
– Mówi, bo nie chce, żebyśmy pytali.
Mateusz P. siedział na ławce. Głowę opierał o zimną ścianę, oczy miał zamknięte, jakby chciał się wylogować z rzeczywistości. Na rękach nie miał żadnych śladów po wypadku, choć zderzenie z ciągnikiem musiało być mocne.
– Znasz mnie? – spytał, zanim Krawiec zdążył coś powiedzieć.
– Nie. Ale ty chyba znasz kogoś, kto ci kazał milczeć.
Chłopak się uśmiechnął. Zbyt lekko, jak na kogoś, kto właśnie rozwalił auto i trafił na izbę.
– To tylko wypadek – mruknął. – Zdarza się.
Komisarz nie odpowiedział. Wyciągnął zdjęcie. Przedstawiało miejsce zdarzenia.
Na jednym ze zbliżeń widać było, że ktoś siedział na fotelu pasażera.
– Sam byłeś w aucie?
Mateusz otworzył oczy. Przez sekundę błysnęło w nich coś, co przypominało panikę. Ale zaraz zniknęło.
– Tak.
– Dziwne – powiedział Krawiec. – Bo na zdjęciu mam dwie poduszki powietrzne wystrzelone. I drugie ślady krwi. Mniejsze. Jakby kobieta. Może dziewczyna?
Mateusz milczał.
Krawiec wyciągnął drugi dowód. Dwie szklanki na stole.
W jednej odcisk palca. W drugiej – fragment szminki.
– Gdzie ona jest? – spytał komisarz, patrząc mu prosto w oczy.
Mateusz w końcu coś powiedział. Cicho.
– Nie powinna tam być…
Rozdział II — Ręka w ogniu
Justyna Narewska potrafiła wejść wszędzie.
Do redakcji weszła z kubkiem zimnej kawy, do sądu — z kamerą pod pachą, a do życia Krawca — z butami. Dosłownie. Kiedyś potrąciła go w korytarzu komendy, ścigając radnego zamieszanego w seksaferę. Od tamtej pory ich relacje były… burzliwe.
Tym razem weszła do komendy bez zaproszenia.
Bez dyktafonu, bez mikrofonu. Tylko z telefonem i wyrazem twarzy, który sugerował, że wie więcej, niż powinna.
– Słyszałam, że złapałeś chłopaka z audi.
Krawiec uniósł wzrok znad akt.
– Tajemnica śledztwa.
– Oczywiście – mruknęła, zamykając za sobą drzwi. – Ale mam coś, co ci się spodoba.
Położyła na biurku zdjęcie. Niskiej jakości kadr z miejskiego monitoringu – wyciągnięty nielegalnie, jak wszystko, co Justyna dostawała „przypadkiem” od informatorów.
Na zdjęciu: Mateusz P. i kobieta, idący w stronę auta. Ona ubrana w czerwoną kurtkę. Twarz rozmazana, ale sylwetka wyraźna.
Zdjęcie zrobiono 45 minut przed wypadkiem.
– Mówisz, że był sam? – spytała cicho.
– Mówię, że on tak twierdzi.
– To kłamie. I dobrze o tym wiesz.
Krawiec nie odpowiedział.
Bo wiedział.
– Kim ona jest? – zapytał po chwili.
Justyna uśmiechnęła się pod nosem.
– Jeszcze nie wiem. Ale mam jeden trop.
Wyciągnęła notatnik i przeczytała:
– Zgłoszenie zaginięcia. Kobieta. Lat 23. Zaginęła w sobotę po 21:30. Imię: Lena. Ostatnio widziana… w Prostkach.
W pokoju zrobiło się cicho.
Za cicho.
– Co chcesz, Justyna? – zapytał Krawiec.
– Reportaż. Ekskluzywny materiał. Pierwszeństwo informacji.
– A jak ci odmówię?
Uśmiechnęła się, wzięła kubek z jego biurka, powąchała i skrzywiła się.
– To i tak będziesz musiał ze mną rozmawiać. Bo to nie jest tylko wypadek. To coś grubszego.
I chyba oboje o tym wiemy.
cdn.
Fot. + inspiracja: KPP Ełk

















